czwartek, 18 sierpnia 2016

Arepa pizza czyli latino fusion

Pozostajemy w Ameryce Łacińskiej. Jakby ktoś nie wiedział, to jest to taki nieformalny twór, który istnieje poza klasycznym podziałem na Amerykę Północną i Południową, a ma swoje uzasadnienie w podobieństwach kulturowych. Z tego samego powodu klasyfikuje się zresztą Izrael jako państwo europejskie. W każdym razie mówi się tam praktycznie w jednym języku - hiszpańskim, z takimi wyjątkami jak największy kraj tej wspólnoty - Brazylia, gdzie mówi się po portugalsku. A wbrew temu co myślał doktor Paganel, bohater pierwszej części słynnej trylogii Juliusa Verne Dzieci Kapitana Granta, to są jednak różne języki :) W każdym razie łączy ich również religia, a nawet można powiedzieć, że jej specyficzna odmiana, zakazana przez władze kościoła. 
Sama arepa czyli płaskie smażone placki z mąki kukurydzianej, pochodzi z tak znanej fanom serialu  Narcos Kolumbii oraz mniej znanej Wenezueli :) Farsz zapożyczyłem z północnego krańca Ameryki Łacińskiej - Meksyku - kraju, który zasłynął tym, że był w XIX wieku polem bitwy pomiędzy załatwiającymi na tym terenie interesy mocarstwami. Była to tak ważna wojna, że członkowie Legii Cudzoziemskiej, o której pisałem już przy okazji tego wpisu, mają swoje święto na pamiątkę jednej z rozegranych tam bitew. 
A skąd ta pizza? To naleciałość od osoby, której nazwę zawdzięczają te kontynenty, a która była Włochem - mowa o Amerigo Vespucci, a także z kraju, który sąsiaduje z regionem AŁ, czyli USA, bo to dopiero tam pizza stała się tak bardzo popularna.
Arepa jada się jak kanapki, a pizza, to technicznie rzecz biorąc, również wielka kanapka :)

Składniki:
- mąka kukurydziana
- olej
- woda
- cebula
- czerwona fasola w puszczce
- kukurydza konserwowa
- papryka czerwona
- koncentrat pomidorowy


Do mąki kukurydzianej dodajemy trochę oleju oraz wody i ugniatamy ciasto. Nie będzie się to trzymało kupy tak jak ciasto na prawdziwą pizzę, dlatego, żeby usmażyć placek tej wielkości, należy najpierw nalać trochę oleju, a następnie położyć na tym ciasto. Przy przekładaniu będzie trochę gimnastyki, dlatego polecam metodę "na talerz". 
Cebulę kroimy w kostkę i podsmażamy. Dodajemy fasolę bez zalewy, kukurydzę, pokrojoną w kostkę paprykę oraz trochę wody i dusimy chwilę. Zagęszczamy koncentratem pomidorowym.
Całość nakładamy na usmażony placek.


Warzywa psiankowate 2016
Warzywa psiankowate 2016

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Cannelloni ajiaco

Za Oceanem Atlantyckim, na kontynencie odkrytym oficjalnie przez Krzysztofa Kolumba, a nazwanym na cześć Amerigo Vespucci, w kraju, jest taki kraj, w którym nie ma pór roku, a nazywa się  Kolumbia, od nazwiska tego pierwszego. Kraj, który jest solą w oku kolejnych trzech ostatnich papieży, a to za sprawą prób podejmowanych przez wielu kapłanów niższego i wyższego szczebla, które miały na celu wyjaśnienie biblii z punktu widzenia biednego człowieka. Szerszej publiczności, do czego przyczynił się również serial Narcos, państwo to znane jest z produkcji kokainy, która trafiała na rynek USA. Tam właśnie powstało danie ajiaco, w którym jednym z głównych składników jest rosnąca na trawnikach żółtlica, o czym pisałem już tutaj.
Nieco bliżej jest inny kraj - Włochy. Stamtąd pochodził wspomniany Amerigo, a wspomniani papieże mieszkali i mieszkają tam w wyznaczonej enklawie, o której brutalne statystyki mówią, że ma najwyższy współczynnik przestępczości w Europie :) Dzięki innym serialom między innymi ten, który pamiętam z dzieciństwa - Ośmiornica, jak i współczesna Gomorra, szerszej publiczności również kojarzy się z dobrze zorganizowaną przestępczością. Tam z kolei jedzą ruloniki z mąki i wody zwane cannelloni. Zazwyczaj je czymś nadziewają. Na przykład szpinakiem. O wyższości żółtlicy nad szpinakiem, w postaci suchych liczb pisałem już tutaj, dlatego postanowiłem zrobić kuchnię super fusion i kukurydzę zastąpić mąką kukurydzianą. Ze względu na rodowody dań wyszło prawie jak Masa na Kiełbasę :)

Składniki:
- mąka kukurydziana
- mąka pszenna
- żółtlica


Wykonanie:
Mąkę kukurydzianą z małą ilością mąki pszennej (aby się lepiej robiło ;) ) mieszamy z wodą w celu uzyskania lejącego się ciasta. Smażymy cienkie naleśniki.
Żółtlicę dusimy, doprawiamy i kładziemy na naleśniki. Zawijamy w rulony. Możemy lekko zapiec z jakimś sosem.

sobota, 30 lipca 2016

Co jedli powstańcy warszawscy - makaron z koncentratem

Taki post z okazji 72 rocznicy, wyjątkowo hucznej w tym roku :) Wyjątkowo nie o polityce. Może nie wyjątkowo dla bloga, bo tu się nie zajmuję wielką polityką na rzecz bardziej przyziemnych spraw, ale wyjątkowo w sensie ogólnym :)
I tak wyjątkowo, nie będę pisał o tym czy powstanie było potrzebne czy nie oraz czy wiadomo było, że Sowieci nie pomogą albo i nie wiadomo. Wyjątkowo nie będę powielał mitów, które narosły, jak w okół każdego wielkiego wydarzenia historycznego, ani ich obalał. To i tak nie jest ważne, bo jak zginą ostatni powstańcy to historia zostanie napisana na nowo :) Jedyne co mogę napisać w tym temacie to wyrazić ogromny szacunek dla ludzi, którzy tam zginęli jako małe ofiary wielkich decyzji. Ludzi tych nie interesowała wielka polityka, oni byli po prostu zdenerwowani na całą zaistniałą sytuację i tą wzburzoną młodą krew wraz chęcią zmiany świata na lepszy skrzętnie wykorzystano w wygodnym fotelu. Co więcej i tu będę dość kontrowersyjny, dotyczyło to obu stron konfliktu, (może poza dirlewangerowcami, którym, to co robią sprawiało przyjemność). Niektórzy z uczestników, po wojnie, walczyli ramię w ramię w oddziałach Legii Cudzoziemskiej, zgodnie z artykułem 2 kodeksu honorowego tej formacji - Chaque légionnaire est ton frère d'arme, quelle que soit sa nationalité, sa race, sa religion. Tu lui manifestes toujours la solidarité étroite qui doit unir les membres d'une même famille.  
Wraz z wyrazami szacunku żywię ogromną (może daremną, ale już taka jej natura), nadzieję, że młodzi ludzie wyciągną właściwe wnioski i nie będą dawać się podpuszczać w imię wielkiej polityki, niezależnie od systemu politycznego.

Co jedli tacy powstańcy? Co się dało. Początkowo nawet całkiem nieźle, choć sytuacja pozostawiała wiele do życzenia, ze względu na to, że trwała wojna i w miastach zasadniczo był problem z żywnością. Nawet rozsiane po całej stolicy ogródki działkowe nie załatwiły do końca problemu. Z czasem było gorzej, jednak chciałbym tu przytoczyć jedną ciekawą anegdotkę. Powstańcy zdobyli magazyn przecieru pomidorowego. Tak w jedna z uczestniczek przedstawia tą sytuację.

Mieliśmy kucharza, Jasia, który miał pseudonim „Kundys”. Żeby urozmaicić nam menu, gotował więc na zmianę: albo zupę pomidorową z makaronem, albo makaron z sosem pomidorowym. 
                               Anna Cherbich "Dziewczyny z powstania"

To taki mały, przyjemny epizod, bo pomidory się skończyły i nadszedł głód. Mogłem zamieścić przepis na słynną zupę "plujkę", ale ta historia mnie urzekła. Tym bardziej, że wiele osób przygotowuje taki właśnie obiad, nie domyślając się jak wielką rolę odegrał w historii. Do tego jest to bardzo funkcjonalne dania, gdzie po dodaniu wody zamienia się w zupę niczym bigos w kapuśniak, z polskiego filmu "Czarodziej z Harlemu"

Składniki:
- makaron
- koncentrat pomidorowy
- woda
- dodatki (co popadnie, co w ręce wpadnie)


Wykonanie:
Makaron gotujemy. Koncentrat rozrabiamy z wodą, dodajemy ewentualne dodatki i mieszamy z makaronem.

niedziela, 24 lipca 2016

Pokemony i pająki - spiderburger

Ostatnio świat oszalał - momentami dosłownie - na punkcie nowej hmm... rozrywki,  Pokemon GO. Jest na rynku zaledwie kilka dni, a już zebrała krwawe żniwo, w postaci nieuważnych przechodniów czy głupich kierowców łapiących pokemony w czasie jazdy. Czasem ktoś nie wie gdzie postawić granicę i zostaje zastrzelony za wejście na cudzą posesję. Nie wspomnę o włażących na pojugosławiańskie pola minowe. Przy okazji jakieś afery polityczne, gdzie w miejscach związanych z holocaustem możemy znaleźć specjalnego pokemona wydzielającego trujący gaz :) Zamysł był taki, że miał on promować to miejsce, wyszło niefortunnie. 

Są też plusy. Jest to forma rozrywki wymagająca minimalnego wysiłku fizycznego, bo trzeba ruszyć tyłek sprzed komputera, a z tym jest coraz gorzej i NIE!, panie ministrze, czy wuefisto. Dołożenie lekcji WF, na której i tak każe się głównie biegać za napompowanym workiem, albo wielkiemu osobnikowi robić salta zamiast dać mu spróbować podnosić ciężary, wraz z waszymi poronionymi akcjami Stop zwolnieniom z WF nie rozwiązała tego problemu i nie rozwiąże. Powinno być wam wstyd, że cała wasza wiedza pedagogiczna na nic się nie zdała w obliczu tak prostego rozwiązania :)

Nie martwcie się. Prawdziwy powód do wstydu powinni mieć terapeuci, którzy leczą autystyczne czy wyalienowane dzieciaki, biorąc za to ciężkie pieniądze i nie potrafili przez długi czas dokonać tego co dokonała ta aplikacja - wysłać ich do prawdziwych ludzi. Te dzieciaki nawiązują prawdziwe znajomości i to działa.

Na aplikacji można nawet zarobić. Niektórzy sprzedają swoje konto tak jakby sprzedawali kolekcję znaczków. Taksówkarze są proszeni o dowiezienie do miejsca, w którym są pokemony, a właściciele posesji pobierają opłaty za wejście na ich teren. O złodziejach telefonów nie wspomnę :)

Ja nie zainstalowałem tej aplikacji z wielu powodów. Jeden, którego nie można podważyć to taki, że kiedy kupowałem telefon miałem dwa kryteria. Ma dzwonić i być wytrzymały. W związku z tym mój aparat się do tego nie nadaje. Druga to taka, że ja nie potrzebuję ruchu. Regularnie uprawiam sporty walki (nie mylić ze sztukami walki), a do tego bezczelnie korzystam z tego,  ze góry są tak blisko. No i wreszcie pokemony to nie moje czasy. Kiedy leciały w TV ja kończyłem szkołę średnią. Co innego Żółwie Ninja :)

W każdym razie ja w ole gotować i to niekoniecznie w domowym zaciszu, bo również, na przykład na RODOS. Danie bardzo szybkie i efektowne. Takie przerost formy nad treścią, idealne dla dzieciaków nawet tych zafascynowanych wspomnianą wyżej aplikacją, ze względu na pewne podobieństwo :) Wiem, że dzieciaki są mniej naiwne od chodzących na wybory dorosłych, ale można spróbować podłączyć to pod jakiegoś Spinaraka lub Ariadosa :)

Składniki:
- jakieś parówki
- bułki


Wykonanie:
Parówki nacinamy z dwóch stron na krzyż. Tak jakbyśmy chcieli zrobić z nich coś na kształt domowej roboty pocisków dum-dum. Nacinamy tak prawie do połowy zostawiając ok 1-2 cm nienaciętej części w środku. Kładziemy na grilla. Możemy to również przygotować nad ogniskiem jeśli nie mamy grilla w pobliżu. Pod wpływem ciepła nacięte końcówki się rozkładają i parówka zaczyna wyglądać jak pająk. Nawet ilość nóg się zgadza. Wkładamy w bułkę, najlepiej okrągłą i podajemy z ulubionymi dodatkami.

Gotujemy na ognisku

Z dziećmi i dla dzieci 2016
Uczta pod gołym niebem 2016

wtorek, 12 lipca 2016

Einfolie

Eintopf to danie jednogarnkowe. Idąc tym tropem nazwałem dość popularne danie, często przygotowane w różnych konfiguracjach na grillu, to jest mieszankę zawiniętą w folię aluminiową jako Einfolie. Z serii wpisów grillowych czyli relaks na RODOS. Trochę porządków, potem obiad, a na końcu chillout z jakąś dobrą książką. Tą ze zdjęcia pożyczyła mi Paulina, bo wiedziała, że ze wszystkich, które ma, ta zainteresuje mnie najbardziej :)
Złożyły się na to dwie rzeczy. Pierwsza to sama forma czyli komiks. Druga to, że nigdy nic złego nie powiedziałem na temat takich kobiet, wręcz przeciwnie, uważam je za dużo bardziej szczere w tym co robią :)
W każdym razie książka narusza pewne tabu oraz próbuje zracjonalizować nie tylko samo zjawisko, ale generalnie relacje międzyludzkie w sensie ogólnym. Zdecydowanie polecam dla ludzi o otwartych umysłach!

Składniki:
- młode ziemniaki
- cebula
- marchewka
- jakieś parówki
- olej


Wykonanie:
Wszystko obieramy, kroimy na plasterki i mieszamy. Wkładamy na folię aluminiową i dolewamy trochę oleju. Zawijamy pakunek i umieszczamy na grillu. Ja podałem najprostszą wersję, ale tak jak Eintopf, to danie również, ma prawie nieograniczone możliwości.


To my! Młode kartofelki 2016

Uczta pod gołym niebem 2016
To my! Młode kartofelki 2016

poniedziałek, 4 lipca 2016

Miejski survival - jak zdobyć pożywienie w mieście

Taki filmik ostatnio popełniłem. Bear Grylls to pikuś :)
Dla tych potrzebujących - pokazuje jak zdobyć jedzenie w mieście. Tych mniej potrzebujących - skłania do refleksji ile dobrego jedzenia marnujemy każdego dnia. Tym bardziej, że śmieci są problemem każdego.


środa, 29 czerwca 2016

RODOS i grecki grill czyli skordalia na grillowanej cukinii na grillowanych bułkach

Greckie Rodos to całkiem znany kierunek wakacyjnych wycieczek zorganizowanych. Samo miejsce znane głównie z tego, że kiedyś stał tam wielki posąg, boga Heliosa. Jeden z cudów świata. Już go nie ma, bo się zawalił, a to co zostało rozebrali złomiarze, natomiast wyobrażenia na temat tego jak mogło to ewentualnie wyglądać, możemy oglądać przy okazji serialu "Gra o Tron" i wątków w Braavos.
RODOS czyli Rodzinne Ogródki Działkowe Ogrodzone Siatką to jeszcze bardziej popularny kierunek jeśli chodzi o wakacyjny wypoczynek. Niestety z konieczności, bo jest dużo tańszy niż ten pierwszy. Powiem szczerze, że jak widzę jak wiele osób spędza wakacyjny wyjazd nie ruszając się z hotelu i tylko jedząc i pijąc, to zastanawiam się dlaczego nie wybiorą się na działki i nie zamówią sobie cateringu i alkoholu z marketu. Bardzo podobnie, a znacznie taniej. Zastanawiałem się nawet czy samemu nie zorganizować komuś takich wczasów za pół ceny :) I nawet, znane z egipskiego all inclusive, koshari mogę zrobić. Tym bardziej, że robiłem je już tutaj.
W każdym razie RODOS, oprócz tego, że kojarzy się z januszowymi libacjami i zaciętymi emerytami, to także wiele możliwości na realizację ciekawych pomysłów. Od uprawy własnych warzyw, po stosowanie ciekawych rozwiązań oszczędnościowych. Oczywiście dobre miejsce, żeby zjeść na wolnym powietrzu. Tak i ja wczoraj zainspirowany greckim Rodos zrobiłem takie o to danie. Jako, że 2 lata temu zdobyłem mistrzostwo regionu w grillowaniu, to zrobiłem wszystko na grillu. Skoro pizza może być obiadem, to grillowana kanapka też :) Skordalia to taka pasta głównie z czosnku i podaje się ją przeważnie do dorsza, bakłażana i cukinii. Z tych trzech tylko jedna rzecz kosztuję mniej niż 5 zł za kg :)

Składniki:
- cukinia
- czosnek
- bułki
- olej


Wykonanie:
W czosnku odcinamy nożem ogonki, naruszając przy tym ząbki, po to, żeby łatwiej go było obierać. Lejemy na to trochę oleju, zawijamy w folię aluminiową i kładziemy na ruszt. Kiedy zmięknie, obieramy ząbki lub wyciskamy miąższ jak pryszcze, do osobnego pojemnika i dodajemy trochę oleju. Możemy dodać trochę namoczonego chleba i dobrze mieszamy.
Cukinię obieramy, smarujemy olejem i kładziemy na ruszt, do momentu aż zmięknie.
Bułki kroimy na pół kładziemy na chwilę na ruszt miękiszem do ognia.
Na bułki kładziemy cukinię, a na nią naszą skordalię czosnkową.

Uczta pod gołym niebem 2016

środa, 22 czerwca 2016

Babka łężniowa z sosem borowikowym

Nie mylić z babką na tężniach :)
Jako, że dostałem od mojej koleżanki Marty słoik kapusty kiszonej to zainspirowałem się kresowym przepisem na łężnie czyli kotleciki z ziemniaków nadziewane kapustą kiszoną. Nie wiem dlaczego większość osób myśli, że przepis pochodzi z Bieszczad. Według moich rozeznań, pochodzi on z kresów ogólnie.
Trochę dlatego, że nie chciało mi się lepić kotletów, a trochę dlatego, żeby nie było smażone zrobiłem taką babkę. Trochę jak klasyczna babka ziemniaczana. Polałem ją sosem z borowików, które choć ekskluzywne, to rosną w lasach i są dostępne za darmo. Do tego bardzo dobrze znoszą zamrażanie, dzięki czemu możemy cieszyć się ich aromatem przez cały rok.

Składniki:
- ziemniaki
- mąka
- kapusta kiszona
- borowiki


Wykonanie:
Ziemniaki gotujemy, a następnie tłuczemy razem z małą ilością mąki. Układamy spód w foremce. Kładziemy na to kapustę kiszoną i przykrywamy kolejną warstwą masy ziemniaczanej. Formę wkładamy do piekarnika nastawionego do poziomu 180 stopni na jakieś pół godziny.
Grzyby podsmażamy, podsypujemy mąką i dodajemy wody aby wyregulować gęstość sosu. Wyjmujemy babkę, kładziemy kawałek na talerzu i polewamy sosem.


Poszukiwanie smaku – kuchnia podlaska, kuchnia kultur i regionów


Wegetariański obiad VII


Poszukiwanie smaku – kuchnia podlaska, kuchnia kultur i regionów

poniedziałek, 13 czerwca 2016

Bulwa z groszkowym pesto

Nie będę po raz kolejny pisał o cudownych właściwościach ziemniaka i jaką rolę spełnia on w zwalczaniu głodu na świecie. Zamiast tego przypomnę pierwszy film animowany, który został wygenerowany od początku do końca za pomocą komputera - Toy Story. Oprócz głównych bohaterów był tam tzw. Pan Bulwa. Pani Bulwa zresztą też. Podobno znaleźli się w pierwszej dziesiątce rankingu Brytyjczyków na najlepszą wymyśloną parę.
Jest wiosna, zbliża się lato, a co za tym idzie częściej spędzamy czas na dworze. Niejednokrotnie nawet tam gotujemy. Nie do końca chodzi mi o osiedlowe grillowanie, które niejednokrotnie odbywa się w miejscach, o którym filozofom nawet się nie śniło, ale raczej gdzieś w plenerze, z dala od miejskiego hałasu.
Jednym z bardziej popularnych dań, przy okazji ogniska, są pieczone ziemniaki. Oczywiście ziemniaki możecie sobie zrobić również w piekarniku, mikrofali (musicie tylko porobić dziurki, zeby nie wybuchło;) ), a także w kominku, zakładając, że w Waszym nie została na Was zwalona wina za zanieczyszczenie powietrza i kominki są dozwolone :) Taki ziemniak możecie wzbogacić jakimś farszem. Ja sobie przygotowałem pesto z zielonego groszku. Co prawda groch tradycyjny lepiej pasuje do ziemniaka, ze względu na dobre uzupełnianie się białek, ale co to za pesto, żółte :)

Składniki:
- duża bulwa ziemniaka
- groszek konserwowy
- olej
- czosnek 
- bazylia


Wykonanie:
Bulwę pieczemy. Możemy wcześniej naciąć na krzyż.
Groszek miksujemy z bazylią i czosnkiem, regulując gęstość wodą i olejem. 
Wyciągamy upieczonego ziemniaka i faszerujemy go naszym pesto.

piątek, 3 czerwca 2016

Anpan

Niby trochę na słodko, ale nie traktuję tego osobiście w kategorii deseru, tym bardziej, że to dobry prowiant na wynos.
W Europie mieliśmy rycerzy, którzy musieli być wysoko urodzeni, a w Japonii byli samurajowie. Nosili lżejsze zbroje i miecze, a poza tym nosili się tak samo wysoko :) Taki przywilej systemu feudalnego. W 1871 roku wszystkie tytuły samurajskie zniesiono, a przez to wielu z nich musiało się przebranżowić. Jeden z nich został piekarzem. Postanowił najpierw wymyślić lepszy chleb niż ten, który był dostępny na rynku. Jako, że był ambitny to postanowił pójść dalej. Mając na uwadze, że Japończycy są dość konserwatywni, postanowił wzbogacić bułki, ale mógł to zrobić tylko za pomocą typowo japońskich składników. Tak powstały bułki faszerowane pastą An. Ja zrobiłem wersję uproszczoną, ale jak ktoś jest ciekawy jak zrobić taką pastę w tradycyjny sposób może sobie obejrzeć film pod tytułem ... An :)
Na zdjęciu poniżej moje bułki anpan w towarzystwie broni, którą chłopi bronili się przed samurajami:)
Składniki:
- mąka
- drożdże
- olej
- woda
- czerwona fasola
- cukier


Wykonanie:
Drożdże rozpuszczamy w ciepłej wodzie i posypujemy lekko mąką. Jak nam się to trochę "ruszy" to dodajemy więcej mąki, wody i sporo oleju. Ugniatamy ciasto, które odstawiamy aż nam urośnie.
Fasolę gotujemy i miksujemy z cukrem.
Z ciasta urywamy małe kawałki, rozpłaszczamy i ładujemy do środka pastę z fasoli. Zamykamy ciasto, aby pasta nam nie wyleciała i wkładamy do nagrzanego do 180 stopni piekarnika aż sie zarumienią.